14:47

3X ECO LAB - RECENZJA: SILK HAIR OIL, NOURISHING HAIR BALM, NOURISHING & MOISTURIZING HAIR MASK

... czyli jaki ten olejek, balsam/odżywka i maska od Eco Lab w praktyce.

Pierwszy post na tym blogu, który ujrzał światło dzienne 1/01/2017, był zapowiedzią recenzji trio do włosów od Eco Lab. Możecie w nim znaleźć szczegółową analizę składów tych produktów oraz moje przemyślenia względem słowa „eco” wplatanego przez producentów w nazwy, opisy i zdjęcia kosmetyków pielęgnacyjnych. Dziś, po ponad miesięcznym testowaniu i zużyciu ponad połowy każdego z produktów, mam już wyrobione zdanie, więc zapraszam na kontynuację w postaci recenzji.




Widok tak naturalnych, jak Eco Lab kosmetyków w naszych sklepach stacjonarnych, bardzo cieszy moje oko (portfel już niekoniecznie). To miła i coraz częściej spotykana odmiana dla komercyjnych firm, które reklamują się na każdym kroku, jako źródło pozyskiwanych z roślin dóbr dla naszych włosach, ale niestety ich składy wcale na to nie wskazują. Oczywiście, one też mają swoje perełki, ale szczerze mówiąc miałam ich ostatnio już lekki przesyt. Do której drogerii nie weszłam - wszędzie to samo: Loreal, Garnier, Nivea i nie wiem jak Wy, ale ja myślę, że można czasem dostać lekkiego obrzydzenia na ten widok.

Kiedy sięgnęłam po te produkty w Carrefour, w sumie sama nie wiedziałam czego się spodziewać. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to te cudowne składy (sprawdź je TUTAJ). Dzisiaj ten temat jest mi już dużo bliższy - po pierwsze - kosmetyki Eco Lab rządzą się swoimi prawami i trzeba się nauczyć z nich korzystać, żeby je docenić. Przede wszystkim główny szkopuł tkwi w tym, by w zależności od potrzeb i typu swoich włosów, dojść samemu do tego, ile produktu należy użyć, oraz jak i ile potem dany kosmetyk na włosach trzymać. Ten post Wam w tym pomoże. Dobra, to już nie przynudzam i zapraszam na recenzje.

Silk Hair Oil

Poszedł na pierwszy ogień. Głównie z powodu mojej największej ciekawości i oczekiwań względem tego „tłustego” kandydata. Bardzo odpowiada mi jego nietuzinkowy zapach, zresztą wszystkie te kosmetyki się takimi odznaczają. Produkt ma woń świeżo startej skórki pomarańczy – bardzo naturalny, bez nuty chemii i sztucznych ulepszaczy – piękny i rzadko spotykany. Konsystencja również zaskakująca, bo to olejek pół tłusty – pół suchy. Opakowanie z pompką – niezawodne. Odpowiednio dozuje i nigdy się nie zacina. W przypadku włosów cienkich, o średniej gęstości i długości, kosmetyk starczy na ponad 20 użyć. Zaznaczam, że nigdy go sobie nie żałowałam i czasami olejowałam aż od nasady. Cenowo wychodzi taniej niż jakbyśmy mieli kupować kilka olejów i mieszać je, nie mówiąc o innych składnikach, które w nim zawarto. Oszczędza też czas, bo wszystko już gotowe.


7 sposobów na użycie Silk Hair Oil
Na tyle metod wykorzystania go w pielęgnacji włosów udało mi się wpaść i przetestowałam je wszystkie na sobie. Od razu zaznaczam, że nie wszystkie się sprawdziły, więc przeczytajcie i sprawdźcie jakie metody przyniosły u mnie wymierne skutki, a jakie sobie odpuszczam. Oczywiście pamiętajcie proszę, że każdemu służy co innego - kombinujcie i testujecie u siebie jak tylko dusza zapragnie - te poniżej możecie traktować jak pomysły i wskazówki.

  • jako serum na końcówki po myciu włosów
    NIE. Do tego celu ten produkt jest zbyt tłusty. Nawet jeśli użyjecie niewielkiej ilości, będzie widać, że na końcówki włosów został nałożony świecący się z daleka olej, a same włosy będą się strączkować i wyglądać na nieświeże.
  • do olejowania na mokro – na wodę
    TAK/NIE. Oczywiście możecie spróbować i efekty takiego sposobu olejowania będą widoczne po umyciu, ale zdecydowanie lepszy efekt i bardziej widoczne korzyści dało mi opisane nieco niżej olejowanie na sucho.
  • do olejowania na mokro na humektant – hydrolat z aloesu
    TAK/NIE. Przy okazji tej metody odkryłam, że hydrolat z soku z aloesu puszy mi włosy, z czym ten olejek i tak pięknie walczył, bo tylko dzięki niemu nie skończyłam z sianem na głowie. Jeśli Wam aloes w postaci płynnej służy, koniecznie przetestujcie tę metodę.
  • do olejowania na sucho
    TAK. Jeśli chodzi o użycie tego produktu solo – bo to w końcu o niego chodzi i takie użycie rozlicza go w najbardziej miarodajny sposób, to jest to najlepsza ze wszystkich podanych wyżej opcja. Co więcej, robi naprawdę fajną robotę. W skali od 1-6, z czystym sumieniem 4+. Podczas metody OMO, różnica w wyglądzie i formie jaką mają włosy bez nałożenia i po nałożeniu go, przed myciem szamponem, jest i widoczna i namacalna.
  • do olejowania na sucho w połączeniu z innym olejem
    TAK. Po stokroć. Świetnie sprawdzał się jako mix 2:1 z olejem lnianym, którego moje włosy jakoś bardzo nie kochają i sam daje im średni efekt. Zatem stosowany solo jest dobry +, ale duet z lnianym był na piątkę.
  • do tuningu masek proteinowych
    TAK. Polecam Wam go pod tym względem. Ja dodałam go do Serical Latte i Kallos Chocolate – w obu przypadkach efekt był tak samo dobry, a dzięki proteinom, włosy dodatkowo były miękkie w dotyku.
  • do tuningu balsamu Eco Lab - recenzja balsamu poniżej
    TAK. Musiałam sprawdzić, czy produkty z tej samej marki ładnie się łączą i lubią ze sobą współpracować jako formuły. Bez problemu. Ponieważ oba produkty są naszpikowane emolientami - efekt może być jednak zbyt obciążający przy zbyt częstym stosowaniu, dla włosów cienkich bez objętości.
Nourishing Hair Balm



Nazwa produktu absolutnie oddaje jego formułę. Lekka puszysta kremowa konsystencja balsamu, pięknie ślizga się po włosie. Nałożenie go to prosta i bardzo przyjemna sprawa. Pierwsze na co zwrócicie uwagę, po naciśnięciu pompki, to na pewno zapach. Ten zapach - o niebiosa... raj dla nosa! Ja wyczuwam w nim głównie nutę awokado i malinę. Co najlepsze, włosy po wyschnięciu jeszcze przez długie godziny go zatrzymują, a ja wyglądam jak szalona, siedząc już w piżamie na łóżku wąchając je przez cały wieczór. Przy włosach suchych od nasady można nakładać go na całą długość. Również jeśli czujecie, że Wasza skóra głowy uległa przesuszeniu lub chociażby, warstwa ochronna została zbyt silnie naruszona po użyciu szamponu z sls, czy innego specyfiku, użycie go nawilży ją i ukoi. Parokrotnie stosując ten sposób, nigdy nie odnotowałam negatywnych skutków ubocznych w postaci zapchania mieszków włosowych, reakcji alergicznej, ani innych problemów wynikających z bezpośredniego kontaktu kosmetyku ze skórą. Balsam pięknie łączy się też z olejami będzie zarówno świetny jako pierwsze, jak i drugie "O", podczas stosowania metody OMO, do czego nawiązałam już opisując powyżej olejek tej firmy. Po pierwszym użyciu nie byłam z niego zadowolona. Włosy były miękkie, gładkie, ale zdecydowanie wszystko to na dość przeciętnym poziomie, a dodatkowo, co chyba najbardziej mi przeszkadzało – niedociążone. Niby nie powinnam go za to winić, bo to przecież balsam, a nie maska, ale jakoś tak... ze względu na skład, czułam, że mógłby dać z siebie więcej. I kiedy już miałam obsmarować go w myślach okazało się, że faktycznie może. Cała tajemnica w tym, aby potrzymać go nieco dłużej niż te tzw. 5 minut, a najlepiej pod czepkiem. Im bardziej wydłużycie jego pobyt na włosach, tym mocniej się odwdzięczy. Ja zalecam minimum pół godziny, żeby w pełni poznać jego właściwości. Włosy będą mięciutkie, lekkie, nawilżone, dociążone, ale nie obciążone. Dla włosów bardzo zniszczonych, przesuszonych ten balsam solo może być niewystarczalny i niesatysfakcjonujący, ale czytajcie dalej – bo jeszcze recenzja maski i zaraz znajdziecie coś dla siebie. Prawie bym zapomniała: tak, można zmywać nim oleje.
Podsumowując: W zasadzie dla każdego. Przede wszystkim jest to dobre rozwiązanie dla włosów bez objętości, bo nawet nałożona w większej ilości nie obciąży ich i nie zrobi tzw. efektu naleśnika na głowie - włosów przyklejonych do czaszki. Włosy cienkie i grube, zarówno rzadkie jak i gęste mogą używać jej jako lekkiej odżywki, która je zmiękczy, nawilży i odżywi. Włosy, które notorycznie potrzebują dociążenia nie będą zadowolone lub będą musiały się wspomóc dodatkowo innym produktem. 



Nourishing & Moisturizing Mask



Kiedy czytałam skład tej maski, wyobrażałam sobie, że ta petarda będzie gęsta jak masło. Potem odkręcając wieczko, w tle leciały werble oczekiwania i po otarciu, kiedy nastąpił wyczekiwany moment pierwszego spojrzenia w słoik- usłyszałam w głowie ten dźwięk rozczarowania znany Wam zapewne z kreskówek. Przyznaję, że w ten produkt, również zwątpiłam na samym początku użytkowania. Wszystko dlatego, że wyobrażałam sobie, że będzie super bogaty w konsystencji – ciężki i niesamowicie skondensowany, więc jak moje oczy ujrzały coś tylko trochę gęstszego od balsamu, to pomyślałam “ale fail” i nabrałam jej dosyć sporo na dłoń, żeby zrekompensować sobie to ilością. Ale uwaga, ta maska to nie Kallos, który można rzucić na włosy na bogato. Nic bardziej mylnego! Nie dajcie się zwieść, to unikniecie przeciążenia włosów i przyklapu na głowie. Jej formuła to jedno, a działanie to drugie. Niepozorna maseczka z niej.



 Przy włosach cienkich, średnio gęstych, dozujcie ją powoli, najpierw weźcie dosłownie odrobinę i potem w miarę potrzeby sięgnijcie po jeszcze trochę. Włosy gęste również powinny mieć tę myśl gdzieś z tyłu głowy korzystając z niej, ale tu już można trochę śmielej. Włosom cienkim, o bardzo małej objętości odradzam ją zupełnie. Efekt, który daje ta maska będzie widoczny dopiero po wyschnięciu włosów. Jest bardzo dobra, ale trzeba się po prostu nauczyć z niej korzystać, wyczuć ją. Jeśli przedawkujecie, włosy będą wyglądały na tłuste i nieumyte, ponieważ zachowuje się ona później jak taki niedomyty olej. Jeśli odkryjecie tę idealna dawkę służącą Waszym włosom - będziecie cieszyć się nawilżeniem, odżywieniem i dociążeniem.
Podsumowując: Polecam ją przede wszystkim włosom, które potrzebują dociążenia, bardzo silnego odżywienia i nawilżenia z pogranicza konsystencji oraz działania maski i oleju. Włosy cienkie i bez objętości, mogą ją sobie odpuścić, ewentualnie zastosować do olejowania przed myciem szamponem.


Macie jakieś doświadczenia z Eco Lab, a jeśli nie to co byście chciały wypróbować ?

P.


Inne posty, które mogą Cię zainteresować:

..........
..........

4 komentarze:

  1. nie miałyśmy jeszcze nic z Ecolab ale spotkałyśmy się z tą firmą już kilkukrotnie. Znając nasze zafascynowanie naturalnymi kosmetykami pewnie po nie sięgniemy jak tylko wykończymy zapasy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahh te zapasy.. skąd ja to znam. Fajne kosmetyki, nietypowe, praca z nimi jest trochę inna, bo trzeba je wyczuć, ale dla zainteresowanych tematem, to przyjemność (widzę, że też jesteście w tej grupie). Już zaopatrzyłam się w kolejne produkty z tej marki i budzą we mnie większe emocje niż typowo drogeryjne :)

      Usuń
  2. bardzo lubię naturalne kosmetyki i chętnie dałabym szansę tej firmie www.adriana-style.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znałam marki, ale recenzja zachęca 😉

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Blond Hair Affair , Blogger