... czyli 98% składników pochodzenia naturalnego w kosmetyku marki komercyjnej.
Coraz więcej firm robi wszystko, by móc na opakowaniach swoich produktów, użyć słowa "naturalne". Dlaczego? Bo widzą, że to nie przejściowa fascynacja, sezonowa moda, ale dla wielu nawet styl życia, by mocniej selekcjonować swoje wybory i sięgać po kosmetyki i wyroby, które mają jak największą zawartość dóbr naturalnych właśnie. Czy można zaufać marce tak komercyjnej jak Garnier, że stworzyła coś, co bez wahania można nazwać kosmetykiem w 98% naturalnym? Czy to tylko aspiracje, a hasło ma robić za wabik dla naszych oczu? No i co zdziałał ten kosmetyk na moich włosach? Wszystko opisane w poście.