12:53

JAK CZYTAĆ SKŁADY KOSMETYKÓW CZ.2 - DETERGENTY

...czyli kontynuacja poradnika chemika - amatora.

Bardzo mnie cieszy duże zainteresowanie pierwszym postem z cyklu "Jak czytać składy kosmetyków". Fakt, że jest to dla Was faktycznie pomocne, bardzo motywuje mnie do dalszej pracy. W komentarzach pod postem o alkoholach w kosmetykach (LINK TU), zaproponowaliście aby kolejny post skupił się na detergentach (oczywiście w kosmetykach). Tak więc, dziś realizuję Waszą prośbę i rozbijam na czynniki pierwsze, substancje myjące.




Jeśli myślimy o detergentach występujących w kosmetykach, zaczynamy widzieć przed oczami dziesiątki dziwnych skrótów - SLS, SLES, SCS, ALS... 
Czym się różni Sodium Myreth Sulfate i Coco Glucoside?

Tym razem, tak samo jak w przypadku poprzedniego postu o alkoholach, chciałabym uniknąć podziału na "dobre i złe" substancje myjące. Po prostu jedne są mocniejsze i ich używanie przy suchej i wrażliwej skórze może skończyć się podrażnieniem lub wysuszeniem skóry. Jednak każdy człowiek jest inny. Jedne skóry głowy potrzebują tzw. "rypaczy" (szamponów z mocnymi detergentami), bo inne ich nie domywają, za to ktoś inny dostanie wysypki po żelu pod prysznic z SLS.

Środki myjące w kosmetykach możemy podzielić na cztery grupy.

1. Anionowe - najsilniejsze i najskuteczniejsze substancje myjące. Dobrze się pienią, mają jednak również najwyższy potencjał drażniący. U wrażliwców mogą (ale nie muszą) wywołać podrażnienie, wysypkę czy świąd. Mogą uszkodzić płaszcz lipidowy.

- Sodium Lauryl Sulfate (SLS)
- Sodium Laureth Sulfate (SLES)
- Sodium Coco Sulfate (SCS)
- Ammonium Lauryl Sulfate (ALS)
- Ammonium Laureth Sulfate (ALES)
- Sodium Myreth Sulfate (SMS)
- Magnesium Lauryl Sulfate (MLS)
- Sodium Olefin Sulfonate
- Sodium Cocoyl Sarcosinate
- Sodium Lauryl Sulfoacetate
- Ethyl PEG-15 Cocamine Sulfate
- Dioctyl Sodium Sulfoccinate

Ja, osobiście unikam najbardziej SLS i SLES. Jeśli są w składzie mojego żelu do mycia twarzy - kończy się zaczerwienieniem, ściągnięciem i pieczeniem. Ich obecność w żelu pod prysznic skutkuje wysypką, czerwonymi plamami, swędzeniem i łuszczeniem się skóry. W przypadku szamponów do włosów - w przypadku częstego stosowania przesusza skórę głowy i same włosy, kończy się swędzeniem i sianem na głowie. Jednakże, tak jak pisałam w poście (KLIK TU), dobrze jest raz na jakiś czas porządnie oczyścić zarówno nasz skalp jak i włosy z nadbudowanych substancji - wtedy najlepiej sprawdza się właśnie szampon z SLS/SLES.

Do tej samej grupy co Sodium Lauryl Sulfate i Sodium Laureth Sulfate należy Sodium Coco Sulfate.  Według wielu źródeł, ma on taką samą moc myjącą oraz potencjał drażniący jak dwa wyżej wspomniane detergenty. Niektórzy twierdzą, że jest on nawet tym samym co SLS. Jednak jakimś dziwnym trafem - moja skóra ciała i głowy oraz włosy - akceptują ten detergent. Nie powoduje on u mnie żadnego podrażnienia, ani przesuszenia. Jest to dla mnie dowód, że jest on delikatniejszy i nie trzeba aż tak się go wytrzegać.

Zacytuję fragment z bloga Vegamama.pl, która cytuje w swoim poście wypowiedź dziewczyn z PiggyPEG:

"Sodium Coco Sulfate można zaliczyć do grupy dosyć kontrowersyjnych składników. Już sama nazwa wydaje się być podejrzanie podobna do Sodium Lauryl Sulfate – popularnego środka powierzchniowo czynnego, który jest zaliczany do tych raczej drażniących. Tak naprawdę zarówno SCS, jak i SLS należą do tej samej grupy detergentów anionowych, czyli tych, które mogą podrażnić wrażliwą skórę głowy. Siarczany sodu bardzo dobrze usuwają brud i zanieczyszczenia z włosów, ale mogą przy tym naruszyć naturalną barierę lipidową naskórka i przesuszyć nam skórę głowy. Czy mamy się zatem czego bać? Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. SLS i SCS różnią przede wszystkim sposobem produkcji. Obie substancje są pozyskiwane z kokosa. Dlatego producenci często chwalą SLS jako produkt naturalny. Różnice pojawiają się na dalszych etapach produkcji. SLS jest poddawany procesowi etoksylowania, gdzie może zostać zanieczyszczony przez 1,4-dioksan, kancerogenny produkt uboczny. Dlatego należy podkreślić, że substancja ta jest mimo wszystko pozyskiwana w sposób syntetyczny. Sodium Coco Sulfate natomiast zawiera więcej atomów węgla i jest dużo łagodniejszy dla naszej skóry. Ponadto cząsteczki SCS są większe i nie są w stanie przeniknąć do żywych komórek, tak jak cząsteczki SLSu. To właściwie dwie różne substancje – mają różny numer CAS.

Werdykt? Sodium Coco Sulfate można uznać za substancję bezpieczną, która nie powinna zaszkodzić naszej skórze głowy. Jeśli jednak mamy ekstremalnie wrażliwy skalp i po każdym szamponie nieustannie się drapiemy, szukajmy w składach jeszcze łagodniejszych substancji takich jak Coco Clucoside czy Lauryl Glucoside ."


Pozostawiam to więc Waszej ocenie ;)



2. Amfoteryczne - dużo delikatniejsze i słabsze detergenty od anionowych (wciąż skuteczne). Bezpieczne, dopuszczone do stosowania w kosmetykach naturalnych.

- Cocamidopropyl Betaine/Coco Betaine
- Cocoamphoacetate
- Lauroamphoacetate
- Cocoamphodipropionate
- Babassumidopropyl Betaine
- Disodium Cocoamphodiacetate
- Disodium Cocoamphodipropionate
- Sodium Cocoyl Isethionate


Detergentów amfoterycznych można spokojnie używać do codziennej pielęgnacji. Nie powinny podrażniać, ani przesuszać skóry.

3. Kationowe - ciekawa grupa detergentów. Są bardzo łagodne. Często stosowane jako kondycjonery, mają właściwości antystatyczne. Często występują w odżywkach i maskach do włosów. Jeśli dana odżywka ma je w składzie, a ponadto nie zawiera silikonów - możemy pokusić się o próbę umycia nią włosów (bez użycia szamponu).

- Behetrimonium Chloride
- Certimonium Chloride
- Laurtrimonium Chloride
- Cocotrimonium Chloride
- Quaternium-(15, 18)
- Stearamidopropyl Demithylamine - Stearalkonium Chloride
- Tallowtrimonium Chloride
- Tricetyldimonium Chloride
- Belzankonium Chloride
- Dicetyldimonium Chloride
- Stearalkonium Chloride- Dihydrogenated Tallow Dimethylammonium Chloride
- Hydrogenated Palm Trimethylammonium Chloride




4. Niejonowe - jest to grupa najłagodniejszych detergentów. Są również najdroższe, bardzo słabo się pienią i podobno nieprzyjemnie pachną. Mimo wszystko są skuteczne, mogą mieć jednak problem z domyciem silikonów. Łagodzą działanie drażniące anionowych substancji  myjących.

- Coco Glucoside
- Decyl Glucoside
- Laureth-10 (Lauryl Ether 10)
- Laureth-23
- Laureth-4
- Polysorbate- (20, 21, 40, 60, 61, 65, 80, 81)
- PPG-1 Trideceth-6
- PEG-10 Sorbitan Laurate
- Steareth- (2, 10, 15, 20)
- C11-21 Pareth- (3 do 30)
- C12-20 Acid PEG-8 Ester



Jak widzicie, temat detergentów nie jest prostym tematem... Tak naprawdę najważniejsze jest, aby obserwować reakcję naszego organizmu na daną substancję myjącą. Bez sensu jest upierać się przy delikatnych detergentach i chodzić z niedomytymi włosami. Szkoda również wysuszać naszą skórę tanimi produktami z najmocniejszymi substancjami.

Mam nadzieję, że jednak udało mi się troszkę rozjaśnić temat i będzie Wam trochę prościej poruszać się świecie INCI.

Dajcie znać, o czym chcecie poczytać w kolejnym odcinku cyklu :)

G.

16 komentarzy:

  1. jeśli chodzi o składy jestem kompletnym laikiem ;/ tych informacji jest tak wiele, że trudno mi zapamiętać wszystko.... unikam jedynie szamponów z SSL i SLS ze względu na prostowanie keratynowe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko na raz zapamiętać wszystkie szczegóły. Po mału, stopniowo, do pełnego sukcesu. My też nie pamiętamy absolutnie wszystkich substancji. Na pewno wiemy czego chcemy unikać i te nazwy rozpoznajemy doskonale :)

      Usuń
  2. Prawdę mówiąc nie zwracałam uwagi na skład, bo się na tym nie znam. Może jednak warto pochylić się nad tematem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo przydatny post, do tej pory bardziej się skupiałam nad składem produktów spożywczych, teraz czas na kolejną tematykę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety składy kosmetyków są nie mniej ważne od jedzenia i warto choć trochę o nich wiedzieć ;)

      Usuń
  4. Super post!
    Bardzo przydatny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mało wiem o składach. Przyznaję się.
    Ale stawiam na coraz lepsze kosmetyki, bardziej naturalne.
    O ile to możliwe. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Tego typu wpisy są świetne - wielu ludzi wciąż nie wie, jak czytać składy, przez co kupują przysłowiowego kota w worku ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. swietny post :) wiele przydatnych informacji :) brawo!

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytanie składów to bardzo pomocna umiejętność, ale ja chyba nigdy tego nie spamiętam :/ Jedyne co kojarzę to SLS i staram się unikać. Ewentualnie przed zakupem sprawdzam składy w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niezwykle informatywny post :) Detergentowe podstawy już znałam, ale to jest już profesjonalizm! Chyba będę musiała kilka razy do niego powracać przy kolejnych zakupach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy <3
      Postaramy się jeszcze przygotować mini-ściągawkę do portfela, która ułatwi zakupy.

      Usuń

Copyright © 2014 Blond Hair Affair , Blogger