14:40

ZIAJA ANTYOKSYDACJA, EKSPRESOWE SERUM DO TWARZY I SZYI WYGŁADZAJĄCO-UJĘDRNIAJĄCE JAGODY ACAI

ZIAJA ANTYOKSYDACJA, EKSPRESOWE SERUM DO TWARZY I SZYI WYGŁADZAJĄCO-UJĘDRNIAJĄCE JAGODY ACAI

...czyli czy to na pewno jest serum?

Dzisiaj chcę Wam przedstawić recenzję produktu do twarzy, jakim jest serum pod krem. Nasza rodzima marka, Ziaja, co jakiś czas, jak wiecie, wypuszcza nową serię kosmetyków, ostatnimi czasy koncentrując się właśnie na pielęgnacji skóry twarzy. Jagody Acai, znane są ze swoich właściwości antyoksydacyjnych i stały się nazwą ostatniej z nich. Pierwszy raz w życiu czytałam skład z takim niedowierzaniem, a wierzcie mi, naczytałam się ich bardzo wiele, od kiedy kosmetycznie dbam o siebie świadomie. O co tu chodzi? Zobaczcie sami, zapraszam.


2 komentarze:

11:18

NATUR VITAL SENSITIVE - ALOESOWO - JAŁOWCOWA MASKA DO WŁOSÓW I SKÓRY GŁOWY

NATUR VITAL SENSITIVE - ALOESOWO - JAŁOWCOWA MASKA DO WŁOSÓW I SKÓRY GŁOWY

...czyli potężna dawka nawilżenia.

O tej masce, wspominałam już pisząc tekst o moich ulubionych humektantach (LINK TU).
Jest to jednak tak dobry produkt, że zasłużył na recenzję i rozkład na czynniki pierwsze ;)
Jej wielką zaletą jest to, że jest przeznaczona nie tylko do włosów, ale również do skóry głowy. Aloes to jeden z najpopularniejszych składników nawilżających, za to ekstrakt z jałowca jest dla mnie nowością w produktach do włosów.
Czego możemy się spodziewać, po jednej z najpopularniejszych aloesowych masek?


Cena: ok 22 zł 

Skład:  Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Aloe Barbadensis Leaf Juice (sok z liści aloesu), Cetyl Esters (emolient), Glycerin (humektant), Juniper Communis Fruit Extract (ekstrakt z owoców jałowca), Behentrimonium Chloride (delikatny detergent, antystatyk, konserwant), Panthenol (humektant, łagodzi podrażnienia), Cetrimonium Chloride (kondycjoner, antystatyk), Parfum (zapach)Benzoic Acid (konserwant), Dehydroacetic Acid (łagodny konserwnat), CI 7789 (barwnik)

Jak widzicie,  skład maski hiszpańskiego producenta jest mocno humektantowy. Nie zabrakło oczywiście też dwóch emolientów - bez nich stosowanie maski groziłoby puchem ;)
Poza tym, krótko i treściwie.

Dużym plusem jest fakt, że sok z aloesu występuje już na trzeciej pozycji składu, możemy więc zakładać, że jest go w tym produkcie całkiem sporo.

Sok z aloesu wspaniale nawilża włosy, koi skórę głowy. Działa również bakteriobójczo. Ekstrakt z jałowca działa antyseptycznie, reguluje wydzielanie sebum, zwalcza łupież, przyspiesza gojenie drobnych ranek. Zawarta w składzie gliceryna również nawilża, a pantenol dodatkowo łagodzi podrażnienia.




Pierwsze wrażenia: Maska jest biała, kremowa i gęsta. Zapach jest... dziwny. Najbliższe słowo jakie przychodzi mi na myśl, to ziołowy. Nie jest brzydki, można się przyzwyczaić ;)
Produkt ukryty jest w twardym, plastikowym słoiku z ciekawą zakrętką. 
Jak widać na zdjęciu - nie jest tradycyjnie odkręcana (choć w ten sposób również można z niej korzystać), tylko otwierana od góry. Jest to niesamowicie wygodne, szczególnie jeśli korzystacie z maski pod prysznicem. Na pewno każdy zna problem zakręcania masek mokrymi, śliskimi rękami. Producent przemyślał to naprawdę dobrze ;)

Działanie: Moim zdaniem jest to najlepszy gotowy produkt nawilżający, jaki znam.
Największym jego plusem jest fakt, że można go stosować i na włosy i na skórę głowy, a na obu tych płaszczyznach działa znakomicie. Uwielbiam nakładać ją na swędzącą, podrażnioną skórę. Przynosi natychmiastowe i długotrwałe ukojenie. Nie wyobrażam sobie również rytuału oczyszczania skalpu - za pomocą glinki, czarnego mydła czy peelingu, bez nałożenia jej na koniec na kilka minut.
Moje wysokoporowate włosy, kochają ją równie mocno jak skóra. Każdorazowo są miękkie, sypkie, gładkie i niesamowicie lśniące. Jedynym minusem produktu jest fakt, że musimy śledzić prognozę pogody i punkt rosy. Jest on tak mocno humektantowy (LINK TU), że jeśli punkt rosy wykracza poza graniczne 4-16 stopni, niestety możemy spodziewać się puchu na głowie. Wystarczy jednak, po zmyciu tej maski, nałożyć na chwilę coś emolientowego (LINK TU), a good hair day mamy jak w banku :)
Producent zaleca trzymanie jej na włosach przez 3 minuty i uwierzcie mi, to naprawdę wystarczy!



Znacie tą maskę? Może macie inne nawilżające pewniaki?
Zobaczcie moje pełne zestawienie ulubionych humektantowych produktów (LINK TU)

G.
25 komentarzy:

17:34

VIANEK, ODŻYWCZY OLEJEK DO WŁOSÓW - RECENZJA

VIANEK, ODŻYWCZY OLEJEK DO WŁOSÓW - RECENZJA

... czyli czy gotowe produkty do olejowania włosów, lepsze niż sam olej?


Olejowanie to jedna z najlepszych rzeczy, jaką możemy zrobić dla swoich włosów i mój osobisty hit wszech czasów, który uważam, że z łazienki prawdziwej włosomaniaczki, już nigdy nie wyjdzie z mody. Oprócz czystych olejów, rynek kosmetyczny pod nazwą olejków, oferuje nam od pewnego czasu, gotowe produkty będące mieszanką wzbogaconą o ekstrakty oraz dodatkowe środki nawilżające i odżywiające. Z zamysłu powinny być bardziej uniwersalne, choć skład jak zwykle czytajmy dokładnie, bo nie ma reguł, wygodniejsze w użyciu, gdzie ktoś już za nas wszystko przygotował, no i wygodniejsze w przechowywaniu (jeśli macie w domu dziesięć butelek olejów, wiecie w czym problem). Nie pierwszy raz, jak używam kosmetyku tego typu, więc oczekiwania wobec niego mam już z góry ustalone. Myślę, że zawsze nasuwa się
przy nich pytanie: lepiej kupić ten produkt czy mieszać oleje samodzielnie?

VIANEK, ODŻYWCZY OLEJEK DO WŁOSÓW - RECENZJA
18 komentarzy:

13:55

JAK CZYTAĆ SKŁADY KOSMETYKÓW CZ.1 - ALKOHOLE

JAK CZYTAĆ SKŁADY KOSMETYKÓW CZ.1 - ALKOHOLE

...czyli poradnik chemika - amatora.

Aby móc świadomie dbać o włosy czy skórę, podstawowa umiejętność czytania składów jest niestety niezbędna. Dlaczego niestety? Ponieważ większość z nas, nie jest chemikami, kosmetologami, czy technologami kosmetycznymi, a rozszyfrowywanie składów wcale nie jest takie proste. Ja sama, nie jestem przedstawicielem, żadnego z wyżej wymienionych zawodów, a post ten piszę wyłącznie na podstawie tego, czego nauczyłam się sama, będąc dociekliwym konsumentem.
Nigdy nie byłam zbyt pilną uczennicą, jednak chemia była jednym z moich ulubionych przedmiotów, a plakat z tablicą Mendelejewa przez wiele lat zdobił ścianę mojego pokoju.



Alcohol denat, Cetearyl Alcohol,Isopropyl Alcohol, Mirystyl Alcohol...

To jak to jest z tymi alkoholami? Pewnie u części z Was, pierwsze skojarzenie z alkoholem to - składnik, którego należy unikać, wysusza, podrażnia i na pewno nie przyniesie żadnej korzyści!

Czy aby na pewno?

Czy wiecie, że jeden z najpopularniejszych humektantów, czyli gliceryna (glycerin) też jest alkoholem?

Chciałabym uniknąć podziału na "dobre i złe" alkohole, ponieważ jest on mocno umowny, a nie zawsze potencjalnie "zły" alkohol eliminuje dany kosmetyk.

W przypadku poniższych trzech składników INCI - zachowajcie ostrożność, ale też zdrowy rozsądek ;)

Alcohol Denat - rozpuszczalnik, konserwant. Ma właściwości silnie wysuszające, na pewno unikajmy go w preparatach do zabezpieczania końcówek, typu jedwab czy serum silikonowe. Nie jest również wskazane aby używać np toniku do twarzy z dużą zawartością alkoholu denaturowanego. Używam obecnie świetnego kremu  do twarzy, gdzie jest on pod koniec składu, jednak jego zwartość w tym produkcie jest pewnie minimalna i pełni on jedynie funkcję konserwantu. Krem jest świetny, doskonale nawilża i absolutnie nie przesusza skóry.
Jest również bardzo często spotykany w składach wcierek do skóry głowy, gdzie pełni rolę promotora, pomagającego dotrzeć składnikom aktywnym wgłąb skóry. Posiadacze wrażliwych skalpów mogą doświadczyć podrażnia i wysuszenia. Dopuszczony w kosmetykach naturalnych.

Isopropyl Alcohol - rozpuszczalnik, konserwant. Równie popularny, co jego brat powyżej. Może wysuszać. Unikajmy go w kosmetykach,  jeśli występuje w pierwszej połowie składu.
Teoretycznie powinniśmy unikać go w produktach do włosów, tj. odżywki czy maski. Osobiście nie odczuwam jego zgubnego działania na moje wysokopory w moich dwóch ulubionych produktach do włosów - odżywce Garnier Ultra Doux avocado + karite oraz masce Biovax Opuntia+Mango. Posiadacze bardzo uwrażliwionych włosów, mogą zauważyć zgubne skutki jego obecności, w postaci przesuszenia.

Benzyl Alcohol - bardzo popularny konserwant, alkohol aromatyczny (imituje zapach jaśminu), rozpuszczalnik, regulator lepkości. Dopuszczony w kosmetykach naturalnych. Może być alergenem.




Alkohole tłuszczowe:

Cetearyl Alcohol - emolient tłusty (definicja KLIK TU), kondycjoner, substancja konsystencjotwórcza. Otula włos/skórę delikatnym filmem, który zapobiega utracie wody.

Cetyl Alcohol - emolient tłusty, kondycjoner, emulgator, stabilizator. Zmiękcza skórę/włosy, zapobiega utracie wody

Stearyl Alcohol - emolient, kondycjoner, stabilizator, emulgator. Niweluje pylenie w produktach pudrowych, zmiękcza naskórek.

Inne przykłady mniej znanych alkoholi tłuszczowych to: Mirystyl Alcohol, Lauryl Alcohol, Palm Alcohol, Oleyl Alcohol, Decyl Alcohol, Isostearyl Alcohol - wszystkie one są bezpieczne, a ich rolą w kosmetyku jest natłuszczanie i zmiękczanie.




Alkohole alifatyczne:

Glycerin - humektant (definicja KLIK TU), pochłania wodę, promotor przenikania substancji aktywnych do skóry

Propylene Glycol - humektant, substancja nawilżająca, promotor przenikania substancji aktywnych do skóry

Sorbitol - humektant, wiąże wodę w naskórku, absorbuje i wiąże wodę z otoczenia, zmiękcza i wygładza skórę/włosy, rozpuszczalnik

Xylitol - nawilża, przeciwdziała rozwojowi bakterii i drobnoustrojów, często spotykany w peelingach mechanicznych

Ten post, jest  pierwszym z serii "Jak czytać składy". Mamy nadzieję, że cykl Wam się spodoba, będzie poczytny i ułatwi Wam rozszyfrowywanie małego druku na opakowaniach kosmetyków.

Dajcie znać, o jakiej grupie składników, chcielibyście poczytać w następnym poście.

G.
26 komentarzy:

19:37

AVENE EMULSJA "SUCHY DOTYK" Z FILTREM SPF 50+

AVENE EMULSJA "SUCHY DOTYK" Z FILTREM SPF 50+

...czyli ochrona przeciwsłoneczna dla cery normalnej i mieszanej.

Lato już w pełni, więc najwyższa pora na recenzję kosmetyku z filtrem.
Ponieważ razem z Polą, bardzo cenimy profilaktykę przeciwstarzeniową, staramy się nie rozstawać z filtrami przez cały rok. Tak jak zimą, wystarczy SPF 30, tak latem SPF 50 to must have w naszych kosmetyczkach.
Przyznam osobiście, że bardzo ciężko jest mi znaleźć krem odpowiedni dla mojej kapryśnej cery. Kupiłam go całkiem spontanicznie i właściwie przypadkiem. Weszłam do apteki po próbki kremów z filtrem, jednak przy kasie moją uwagę przykuła cena - 39.99. Uznałam to za świetną cenę, jak na produkt firmy Avene, więc postanowiłam zaryzykować :)
Czy słusznie?


Emulsja "Suchy dotyk" Avene SPF 50+

Bardzo wysoka ochrona skóry wrażliwej, ultralekka konsystencja, wodoodporny, hipolaregiczny, bez parabenów - oto niektóre z obietnic producenta.

Zacznijmy jednak od podstaw, czyli od wytłumaczenia co w ogóle jest ten SPF?

SPF - czyli wskaźnik ochrony przeciwsłonecznej. Wartość liczbowa filtra, mówi nam, jak długo możemy przebywać na słońcu, bez poparzeń.
Bez żadnego filtra, bezpieczni jesteśmy przez ok. 15 minut. SPF to wielokrotność tego czasu, tzn - w przypadku SPF 10 - jesteśmy chronieni przez 150 minut. W przypadku SPF 50, teoretycznie powinno być to aż 12,5 godziny.

Dlaczego tylko teoretycznie? Aby krem z filtrem, mógł działać skutecznie, aplikację powinniśmy powtarzać co dwie godziny. Zaaplikowana warstwa kremu powinna również być dość gruba - zalecana ilość to 1 mg/1cm2 skóry. W przypadku twarzy - wychodzi to ok. łyżeczki. Przyznajcie kto nakłada tyle kremu? Nie będę Was okłamywać, że ja... W moim przypadku jest to ilość ziarnka grochu i nie powtarzam aplikacji w ciągu dnia.

Nie testowałam kremu podczas kąpieli słonecznych (i morskich), tylko podczas normalnych dni roboczych, w mieście. W takim przypadku - jedno, poranne zastosowanie wystarczy, by chronić nas przed zgubnymi skutkami promieniowania słonecznego w drodze do pracy i z powrotem.




Jak sprawdziła się emulsja Avene?

Producent wspomina o ultralekkiej konsystencji i "suchym dotyku" - no cóż, ta konsystencja do najlżejszych nie należy, posiadacze tłustej skóry raczej się nie dogadają z tym preparatem. Suchy dotyk? Na mojej twarzy zostawia lekko tłustawy film, ale nie przeszkadza mi to tak bardzo. Porównując jednak jego konsystencję z przeciętnym kremem z wysokim filtrem, jest ona zdecydowanie lżejsza, rzadsza i mniej tłusta. W chłodniejsze dni, jest nawet czasem za lekka i zbyt tępa, nakładam wtedy na wchłoniętą emulsję, cienką warstwę kremu MIYA, którego obecnie używam. Kosmetyk ten składa się w dużej mierze z filtrów fizycznych, którym jest wszystko jedno w jakiej kolejności je nałożymy, jednak ze względu na obecność filtrów chemicznych - nakładamy go zawsze przed kremem!






Największym plusem produktu jest fakt, że nie bieli! A przynajmniej przy takiej ilości produktu, jaką ja nakładam na twarz. Być może, gdybym zastosowała prawidłową ilość kremu, wyglądałabym jak córka młynarza ;)

Emulsja nie zapycha, nie zauważyłam aby powodowała zaskórniki. Niestety nie matuje, przyspiesza przetłuszczanie skóry, przez co makijaż jest mniej trwały.

Zapach produktu jest bardzo typowy dla tej grupy produktów. Pachnie po prostu jak krem z filtrem :D

Jestem również wielką fanką opakowania. Świetne połączenie miękkiej tuby z higieniczną pompką typu airless, dzięki której nie grozi nam wylanie na rękę zbyt dużej ilości kremu, zawsze wyciskamy go dokładnie tyle, ile potrzeba.




Podsumowując,  jest to dobry kosmetyk, jak za tą cenę (mówię o promocyjnej cenie 39,99). Chroni przed promieniowaniem, nie powoduje powstawania zaskórników, nie bieli, nie tworzy supertłustej warstwy na twarzy. Jednak mam poczucie, że to dla mnie za mało. 
Czy kupię ponownie? Może kiedyś.
Na razie, chciałabym kupić i dokładnie przetestować Matujący krem Ideal Soleil od Vichy, którego zużyłam kilka próbek i oczarował mnie swoją lekkością i właściwościami matującymi.

A Wy? Stosujecie kremy z filtrem codziennie? Jakie są Wasze ulubione?

G.


18 komentarzy:

16:07

DENKO #1

DENKO #1

... czyli przegląd zużytych kosmetyków ostatnich miesięcy.


Bardzo lubię czytać tego typu posty na innych blogach, więc stwierdziłam, że również u nas, na Blond Hair Affair, pojawi się jeden z nich, raz na jakiś czas. Jeśli przypadną Wam do gustu i będziecie uważać je za przydatne, może nawet częściej niż rzadziej, więc pozostawiam decyzję Waszej opinii. Dzisiaj kosmetyki, które po napisaniu tego tekstu, lądują w koszu, bo sięgnęły już denka. Po części cieszę się z tego faktu, po części nie, ponieważ znalazły się tu zarówno produkty, do których już nie wrócę, jak i te które chciałabym jeszcze kiedyś odkupić. Testujemy ich na tyle dużo, że nie wszystko co zużyjemy, recenzujemy w oddzielnych postach, części po prostu też nie ma sensu, bo można ująć opinię o nich w kilku sławach. Zatem jest to świetna okazja, by napisać kilka słów i dać Wam znać, kiedy warto otworzyć swój portfel, a kiedy zdecydowanie będzie to strata pieniędzy.


24 komentarze:
Copyright © 2014 Blond Hair Affair , Blogger