18:39

TARGI KOBIETA W WARSZAWIE I BEAUTY DAYS ORAZ ŚNIADANIE BLOGERÓW: RELACJE ORAZ NASZE ZAKUPY

TARGI KOBIETA W WARSZAWIE I BEAUTY DAYS ORAZ ŚNIADANIE BLOGERÓW: RELACJE ORAZ NASZE ZAKUPY

...czyli weekend pełen wrażeń.


Jeśli śledzicie nas na Instagramie oraz fanpage'u na Facebooku, to wiecie już, że zeszły weekend (20-21.05.2017) spędziłyśmy bardzo, ale to bardzo intensywnie. Dzisiaj zapraszamy Was na relację z tych wydarzeń, a działo się naprawdę wiele. W sobotę, podczas trwania targów "Kobieta w Warszawie" udałyśmy się na Muranów, w celu zrobienia małych kosmetycznych łowów w hali "Babka do wynajęcia", natomiast niedziela upłynęła nam pod znakiem wyjątkowego spotkania, jakim było Śniadanie Blogerów oraz oczywiście, tak długo wyczekiwanych przez wszystkich, targów Beauty Days.
Co o tym wszystkim myślimy, jak to wszystko dokładnie wyglądało i gdzie oraz na co wydałyśmy nasze ostatnie pieniądze,  relacjonujemy właśnie w tym poście, więc zapraszamy Was na podróż po zeszłotygodniowych wspomnieniach.




Kobieta w Warszawie

Pogoda w tamten weekend była więcej niż wspaniała. Jednak sobota jest sobotą, nie spieszyłyśmy się zbytnio i tak na targi "Kobieta w Warszawie" dotarłyśmy dopiero około 13:00. Pierwsze wrażenie? Zaraz po wejściu, już w pierwszej chwili, przede wszystkim zaskoczyła nas mała powierzchnia miejsca "Babki do wynajęcia",która była zarezerwowana dla wystawców, bo otwarty był jedynie parter. Co za tym idzie, kolejnym zdziwieniem była baaardzo niewielka liczba stoisk na targu oraz osób odwiedzających same targi. Chociaż my osobiście narzekać nie mogłyśmy, bo sprzyjało to spokojnemu oglądaniu towaru i prowadzeniu dłuższych rozmów z samymi wystawcami, o tym co znajdziemy w ich asortymencie i w samych produktach.




Zrobiłyśmy zapoznawcze, szybkie okrążenie, szukając stoiska, które zainteresowałoby nas najbardziej i w ten oto sposób zaczęłyśmy od samego środka. Oczywiście, nie mogło być inaczej, pierwszym odwiedzonym miejscem był jeden z naszych ulubionych sklepów napieknewlosy.pl, prowadzony przez przesympatyczną włosomaniaczkę - Agnieszkę Niedziałek, o której działalności na rzecz rozpowszechniania wiedzy o prawidłowej pielęgnacji włosów, pisałyśmy więcej już w poście z relacją z zeszłomiesięcznych targów EKOCUDA - (LINK TU).  Zresztą, czy ktoś jeszcze nie zna Agnieszki?

Jak się kosmetyczne entuzjastki spotkają, to nie mogą się nagadać, więc nie obyło się bez plotek i kilku rad od Agi we włosowych zakupach.







Miało nie być szaleństw, ale 3 produkty, to jeszcze nie grzech:


1.  Babuszka Agafia - Balsam - aktywator wzrostu włosów
2. Herba Vita - wcierka przeciwłupieżowa do włosów przetłuszczających się
3. Babuszka  Agafia - Ekspresowa maska regeneracyjna




Zaskoczyło nas to, jak bardzo te targi były zróżnicowane pod względem proponowanego asortymentu i na przykład na stoisku obok, sprzedawano przepiękne wianki, my jednak byłyśmy głodne kosmetycznych zakupów, więc szłyśmy dalej.

Kolejnym stoiskiem, gdzie zabawiłyśmy na dłużej był sklep Eko Łąka, prowadzony przez dwie bardzo sympatyczne dziewczyny, z ogromną wiedzą na temat sprzedawanych produktów oraz szczerą pasją do eko kosmetyków.









Tym razem nasz wybór padł na:

- Cedrowy szampon Planeta Organica
- Kolagenowe serum pod oczy przeciw zmarszczkom Baikal Herbals
- Odmładzająca maseczka z mlekiem łosia Babuszka Agafia
- Mydło do ciała i włosów "Sauna i Prysznic" Babuszka Agafia

Oprócz bogatego asortymentu, sklep oczarował nas przemyślanym wystrojem stoiska oraz zorganizowaną przez dziewczyny go prowadzące, 5 % - ową zniżką, za polubienie Eko Łąki na facebooku. Bardzo przyjemna sprawa.

Równie ciekawą ofertą przyciągnęło nas stoisko firmy bbQueen.








Co prawda niczego na razie nie kupiłyśmy, ale zdobyłyśmy tam masę wiedzy, poznałyśmy nowe, ciekawe produkty oraz zabrałyśmy ulotki i próbki interesujących nas produktów.


Wymęczone przez upał, resztami sił dojechałyśmy do domu, osiadłyśmy na sofie i przez resztę wieczoru cieszyłyśmy plotkami, cydrem i horrorem klasy D w swoim wspólnym już tylko towarzystwie. 





Śniadanie Blogerów

Blogowanie to dla nas pasja, przyjemność dzielenia się z Wami wiedzą i doświadczeniem, sposób na bycie w kontakcie z ludźmi, którzy tak jak my, również pragną od kosmetyków czegoś więcej, niż kuszącej pięknie kolorowej etykietki, które chcą dbać o siebie świadomie. Kiedy zaczynałyśmy, zupełnie nie wiedziałyśmy o blogowaniu nic więcej, niż właśnie to, że chcemy to robić. Jednak w miarę upływu czasu, okazało się to dużo większym przedsięwzięciem, niż mogłyśmy to sobie te kilka miesięcy temu wyobrazić. Blogowanie to nie kilka godzin w tygodniu przy komputerze, blogowanie to integralna część naszego każdego dnia, a kiedy coś staje się w Twoim życiu aż tak ważne i pochłaniające, chcesz wymienić się swoimi myślami i pomysłami z innymi osobami, które mają podobnie - blogerami. Nie mogłyśmy się oprzeć, bardzo chciałyśmy tam być. Wydarzenie zorganizowały dwie, blogerki, czyli Ola z wildrocks.pl oraz Kasia z zenja.pl. Dziewczyny spisały się na na szóstkę i zrobiły spotkanie na wysokim poziomie. Siedząc w wpisującym się w nasze gusta wnętrzu restauracji Wars i Sawa, jedząc przepyszne śniadanie, miałyśmy, co najważniejsze, dookoła samych wspaniałych rozmówców. Atmosfera była tak sprzyjająca, że Pola wyciągała za kołnierz, Gosię 20 minut przed końcem spotkania, a wszystko po to żebyśmy zdążyły na kolejne wydarzeniem w naszym grafiku, czyli targi Beauty Days.
Dziękujemy organizatorkom za zaproszenie i włożoną pracę, a wszystkim przybyłym, za ten genialny poranek, który pozytywnie naładował nas na jeszcze przynajmniej kilka miesięcy. Czekamy na więcej! 

Beauty Days

Na Beauty Days w Ptak Warsaw Expo dotarłyśmy darmowym autobusem, który kursował co godzinę z przystanku Dworca Centralnego. Po 20 minutach podróży, różowy dywan doprowadził nas do wejścia głównego, a po szybkim odebraniu wejściówek, mogłyśmy zacząć zakupowe szaleństwo.




Nie damy rady wspomnieć o wszystkich wystawcach których odwiedziłyśmy, ponieważ było ich na prawdę dużo.


ecocera

Anabelle Minerals

mokosh

Gosia wybiera pędzle Maestro



Targowe łowy


Vipera



Collagen +


Fresh & Natural



Indigo



Inglot


Beauty Mission


Pola też namyśliła się na pędzle Maestro ;)





G. & P.
11 komentarzy:

07:20

POMYSŁ NA: PREZENT NA DZIEŃ MATKI - LAST MINUTE

POMYSŁ NA: PREZENT NA DZIEŃ MATKI - LAST MINUTE

...czyli kilka pomysłów na kosmetyczny prezent dla mamy.

Dzień matki już jutro, jednak pewnie wiele osób o nie ma jeszcze prezentu dla najważniejszej kobiety w życiu każdego z nas.
Osobiście uważam, że najlepszym prezentem dla każdego i na każdą okazję jest książka, jednak to blog o pielęgnacji i kosmetykach, więc na takich przykładach się skupimy.
Uwielbiam też spersonalizowane prezenty, robione na zamówienie. Ten post jest jednak dla spóźnialskich, dlatego skupimy się na produktach dostępnych "od ręki".
Pamiętam jak sama, kilka lat temu skompletowałam mamie zestaw początkowy do włosów, składający się z oleju, maski, odżywki i serum na końcówki. Niektórych z nich zużyła już niejedno opakowanie :)




1. Krem dla skóry dojrzałej ANTI-AGING Make Me Bio


Cena: ok 80 zł

Marki Make Me Bio nie trzeba nikomu przedstawiać. Świetne, naturalne składy. Krem do cery dojrzałej ma bogatą konsystencję, wysoką zawartość kolagenu, który działa odmładzająco i ujędrniająco, ekstrakt z zielonej herbaty, który łagodzi podrażnienia i poprawia krążenie, oraz płynne złoto, czyli olej arganowy, który dzięki zawartości witaminy E widocznie spłyca zmarszczki.

2. Fluid liftingujący, Dr Irena Eris, ProVoke Lift


Cena: ok 80 zł

Sama jestem szczęśliwą posiadaczką matującej wersji tego podkładu. Ten fluid charakteryzuje działanie odmładzające i regenerujące. Nawilża i napina skórę, wygładza linie mimiczne.

3. Pure Serum, Ava, Ekspresowa 14-dniowa kuracja liftingująca

 Cena: ok. 40 zł

Kuracja składa się z dwóch preparatów - na dzień i na noc. Serum nawilża, ujędrnia i wygładza skórę. Stymuluje syntezę kolagenu, rozjaśnia, pomaga wygładzić nierówności.

4. Sól do kąpieli z pyłkiem pszczelim i kolagenem Honey Therapy


Cena: ok. 40 zł

Markę Honey Therapy poznałyśmy ostatnio na targach "Kobieta w Warszawie". Przekonała nas do siebie naturalnym składem i korzystaniem z dobrodziejstw miodu.

Sól kąpielowa z dodatkiem pyłku pszczelego i kolagenu regeneruje, odżywia i wygładza skórę ciała.
Idealny produkt do długiej, relaksacyjnej kąpieli po ciężkim dniu.

5. Midnight Recovery Eye, Kiehl's, Odżywczy koncentrat pod oczy na noc

Cena: ok. 120 zł

Bestseller firmy Kiehl's, kolejny produkt o świetnym składzie. Produkt nie jest najtańszy, ale za to bardzo wydajny oraz skuteczny. Po nocy z odżywczym koncentratem, skóra pod oczami jest rozjaśniona, napięta, rozświetlona. Z każdym dniem zmarszczki są mniej widoczne.

A Wy? Kupiliście już coś swoim mamom? Polecacie jakieś konkretne produkty?

Korzystając z okazji, najlepsze życzenia dla wszystkich czytających nas Mam! Jesteście Wielkie :)

G.
14 komentarzy:

17:49

JAK: GOLENIE NÓG BEZ PODRAŻNIEŃ I ZAPALENIA MIESZKÓW WŁOSOWYCH

JAK: GOLENIE NÓG BEZ PODRAŻNIEŃ I ZAPALENIA MIESZKÓW WŁOSOWYCH

... czyli sprawdzony sposób na gładkie i piękne nogi. Produkty i TRIKI!


Spokojnie golisz nogi, w zaciszu swojej łazienki i wszystko idzie gładko, a po dziesięciu minutach... BUM! Nagły wysyp krostek, a skóra swędzi, piecze, jest ściągnięta... Czy Wy też to znacie? Ja się nie śmieję, ja to przeżyłam i to nie raz. Długo borykałam się z zapaleniem mieszków włosowych po goleniu nóg. Najgorzej było oczywiście w lato, kiedy wszystkie częściej nosimy sukienki czy krótkie spodenki, chcemy by nasze nogi były wiecznie gładkie. Zaczęła męczyć mnie już ta loteria, czy będą idealnie gładkie o równym kolorycie, czy całe wysypane czerwonymi kropkami. Dyskomfort na wysokim poziomie i to nie tylko ze względu na to, że każdy mógł się zastanawiać czy moje nogi dostały właśnie ospy wietrznej. Ściągnięcie skóry, podrażnienie przekładały się na pieczenie, szczypanie, po prostu ból w okrutnej postaci. Moja skóra nóg jest delikatna, sucha, cienka oraz wrażliwa. Nie zrezygnowałam z tradycyjnych ostrzy maszynek, ale znalazłam zestaw, który sprawia, że wreszcie jestem spokojna o to, jak będą wyglądać moje nogi, jeśli ogolę je tuż przed wyjściem i będę chciała wystawić je na wzrok innych, a przede wszystkim, że będę mogła czuć się komfortowo, bez ciągłego myślenia jak strasznie piecze mnie skóra.


Słowa tzw. klucze, mojego golenia nóg w przeszłości to ból, pieczenie, szczypanie, palenie skóry i oczywiście krostki na tle zapalenia mieszków włosowych – małe czerwone kropki na całej ogolonej powierzchni. Dzisiaj przychodzę do Was z postem, bo już jakiś czas temu, odnalazłam swój “Dream Team” – czyli zestaw produktów, dzięki któremu nie mam już tym problemu. Jest sprawdzony, więc muszę się nim z Wami podzielić, bo mam pewne podejrzenia, że nie jestem jedyna, która ma już tego dosyć.

PO PIERWSZE PEELING
I nie jakikolwiek na szybko, tylko najlepiej porządny, dobry peeling, typu “ździerak”. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, nie mamy się nim zadrapać do łez, ale wybieraj coś, co nie tylko trochę pogłaszcze skórę granulkami, tak jak peelingi myjące, tylko faktycznie wykona konkretną robotę dla skóry. Ja wybieram te, które nie oblepiają skóry, czyli bez parafiny. Oczywiście nie zostawię Was bez konkretów. Na przykład taki, jak na zdjęciu poniżej, sprawdzi się wręcz idealnie. To też mój ulubieniec, a recenzja jego jest już na blogu – LINK TU.


Kiedy ten krok wykonany, chwytamy za...


PO DRUGIE PIANKA/ŻEL do golenia
Nie jest to bardzo ważne jaką markę wybierzecie, naprawdę może być i najtańszy Bond, ale zwróćcie uwagę, żeby była nawilżająca, bez żadnych udziwnień. W składzie szukajcie: panthenol (pantenol), czy chociażby aloe (aloes, jeśli nie macie na niego uczulenia – upewnijcie się, bo słynie z właściwości nawilżających, ale niektórzy reagują na niego podrażnieniem, co przy problemie z zapaleniem mieszków nie pomaga). Kupujcie też te, które nie zdzierają ostatniego grosza, można znaleźć coś dobrego już za około 10 złotych. Ja obecnie mam i chwalę sobie ten od Nivea Men, dedykowany panom, ale nie dajmy się zwariować, wąsy ani broda od niego nie urosną.



PO TRZECIE MASZYNKI
Tak zwane jednorazówki, ale hola, nikt chyba ich po jednym razie nie wyrzuca, prawda? A tak już na poważnie, to wiarę w golenie przywróciły mi dopiero Gillette Venus 3 Plus. I jeśli zastanawiacie się, czy to muszą być u mnie akurat te Venus t r z y Plus, to odpowiadam z pełnym przekonaniem: KONIECZNIE. Czasami, jeśli nie ma na nie promocji, biorę 2 Plus, też są ok, ale dwa ostrza = więcej pociągnięć po skórze, a przy takim problemie jak zapalenie mieszków, im mniej machnięć, tym lepiej. Nauczyłam się z nimi współpracować, można dojść do porozumienia, ale większa ilość pociągnięć maszynką, równa się większe prawdopodobieństwo podrażnień, więc skupiam się na wersji TRZY Plus. Kiedyś, lata już temu, na zasadzie „ene due... tych jeszcze nie miałam” kupiłam je w drogerii, przy okazji uzupełniania podstaw mojej łazienki. Pomyślałam, że co za różnica, po czym mnie wysypie, ale po pierwszym goleniu oświeciło mnie, że chyba znalazłam coś, co wreszcie nie robi mi efektu piekącej pokrzywy na nogach i byłam więcej niż zachwycona. Tak bardzo zapomniałam, że podrażnienia po goleniu to mój problem, że przy kolejnych zakupach wzięłam inne, bo naiwnie myślałam, że chyba magicznie minęła mi już ta skłonność do podrażnień, więc oczywiście z pokorną miną, następnego dnia poszłam znów po Venus 3 Plus. Nie minęła, to po prostu była zasługa (między innymi właśnie) tych maszynek. Kupuję na promocji na zapas i tak od lat, niezawodnie i nie zdradzam już z innymi.



PO CZWARTE NAWILŻANIE
Smarowanie nóg balsamem tuż po goleniu maszynką? Skóra właśnie przeszła „swoje” i zawsze daję jej odczekać, zanim coś nałożę. Czekam aż dojdzie do siebie, około pół godziny, do godziny i jak kładę się spać, mam przy łóżku balsam, dopiero wtedy go aplikuję. Kosmetyk rozcieram w dłoniach i takim posuwistym ruchem nakładam z góry na dół, czyli od kolan ku stopom, nigdy nie pod włos (!) i nie wklepuję. Zostawiam do wchłonięcia i idę spać albo się ubieram, w zależności, jakie akurat mam jeszcze dalsze plany. Co wcieram? Ufam tutaj przede wszystkim tym dwóm produktom, bo jeszcze nigdy nie zawiodły:



PO PIĄTE TRIKI Kilka reguł, do których ZAWSZE się stosuję:
1. Nigdy nie golę włosków, jak “stoją dęba”. Czasem bierzemy prysznic, zakręcimy wodę, zrobi się nam chłodniej i włoski stają na nogach na baczność. Nie golę wtedy nóg, bo zapalenie mieszków mam wtedy gwarantowane. Odkręcam wodę, czekam aż będzie mi ciepło, włoski wrócą “do normy” i wtedy po kolei: peeling, pianka i golenie.
2. Nigdy nie wcieram balsamu “pod włos”, ZAWSZE Z GÓRY NA DÓŁ.
3. Pilnuję, by ogolone partie nóg nie miały już kontaktu z żelem pod prysznic, czy jakimkolwiek innym specyfikiem, jedynie z wodą.
4. U mnie dodatkowo dobrze sprawdza się na koniec spłukanie nóg, czy to całych, czy tylko łydek, chłodniejszą wodą. Latem robię to częściej niż zimą, z wiadomych względów, ale zauważam, że moja skóra ma wtedy mniejszą tendencję do zaczerwienień i podrażnień..


To wszystko. Niby tak mało, a tak wiele, bo to wszystkie moje triki, dzięki którym pozbyłam się problemu zapalenia mieszków włosowych, spowodowanych podrażnieniem po goleniu, a wierzcie mi, nie był to u mnie mały problem. Miałam po każdym goleniu całe nogi zsypane tymi wrednie piekącymi krostkami. Pamiętajcie, u mnie to działa, tylko jeśli zastosuję się do każdej przedstawionej tu uwagi (trików) i użyję tych właśnie produktów, bez żadnych ustępstw. Dla mnie to już rutyna. Mam nadzieję, że będzie się to sprawdzać u Was równie genialnie.

Walczycie lub walczyłyście z takim problemem? Jak sobie radzicie? Macie swoje sprawdzone produkty i triki, które możecie polecić osobom z zapaleniem mieszków włosowych? A może zarzuciłyście już maszynki na rzecz innego sposobu na pozbycie się owłosienia? Dajcie koniecznie znać!

P.
23 komentarze:

17:57

BIELENDA, PEELING DO CIAŁA ULTRA UJĘDRNIAJĄCY GOLDEN OILS 3, DROGOCENNE OLEJKI

BIELENDA, PEELING DO CIAŁA ULTRA UJĘDRNIAJĄCY GOLDEN OILS 3, DROGOCENNE OLEJKI

... czyli peeling bez parafiny, ze świetnym składem. Sprawdziłam czy i jak działa!


Zdecydowanie stwierdzam, że półki drogerii i supermarketów cierpią na brak peelingów do ciała bez zawartości parafiny. Znalezienie takiego, który byłby jeszcze dodatkowo tzw. zdzierakiem, graniczyło podczas moich poszukiwań, z cudem. Przez bardzo długi czas znajdowałam tylko delikatnie ścierające peelingi myjące, które są połączeniem żelu pod prysznic z dodatkiem średnio hojnej dawki granulek. Niektóre nawet mogłam określić mianem dobrego kosmetyku, ale to nadal nie był scrub z prawdziwego zdarzenia, na jakim mi zależało. A jak już konsystencja się zgadzała, to w składzie nawet już na drugim miejscu paraffinum liquidum. Moja cierpliwość w poszukiwaniach została jednak nagrodzona, bo mam, znalazłam! I to w rozsądnej cenie kilkunastu złotych. Czy w tle słychać chóry anielskie? Recenzja peelingu gruboziarnistego Bielenda ultra-ujędrniającego Golden Oils 3, bez parafiny w składzie. Hit czy kit?


Ważne! Od razu na wstępie chcę zaznaczyć, ze jeśli przypadnie Wam ten produkt do gustu, właśnie ze względu na brak parafiny, to koniecznie zwracajcie uwagę na to, czy jest to peeling do ciała Golden Oils 3 Drogocenne olejki, wersja: Ultra ujędrniający, z elementami zielonej szaty graficznej, bo jego łudząco podobny “brat”, z tej samej serii, czyli Golden Oils - Peeling do ciała Ultra nawilżający, który wyróżnia się niebieskimi elementami, ma już parafinę w składzie.


Nie lubię uczucia, jakie daje na mojej skórze parafina i byłam tego pewna, już podczas pierwszego w swoim życiu, użycia peelingu do ciała, z jej zawartością. Kupione paręnaście miesięcy później kolejne opakowanie, tylko mnie w tym utwierdziło. Jeśli też miałyście już z nią styczność, to wiecie, że ciekła parafina, daje uczucie, które określiłabym ogólnie jako swoiste i specyficzne. Jednym przypadnie ono do gustu, a innym jak to zwykle w życiu bywa, już nie koniecznie i ja akurat do grupy entuzjastek się dopisać nie mogę. I żeby było jasne, osobiście rozumiem je, bo nadaje ona gładkość, ujednolicenie, uczucie nawilżenia, ale po kąpieli czułam się „oblepiona” i miałam ochotę ponownie wskoczyć pod prysznic, żeby domyć z siebie tę warstwę. Dodatkowo parafina zatyka na jakiś czas nasze pory w skórze i wiedza, że nie dość, że nie czuję się komfortowo, to moja skóra nie oddycha w tym miejscu, nie pokrzepiało mojego serca. Dość smętnych wywodów o mojej awersji, czas na skład i recenzję.


Skład i jego analiza: Sucrose (cukier trzcinowy), Glycine Soja (Soybean) Oil (olej sojowy), Butyrospermum Parkii Butter (Shea Butter) (masło shea), Ethylhexyl Stearate (emolient tzw tłusty, nadaje plastyczność kosmetykom, pośrednie działanie nawilżające, przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę), Cetearyl Alcohol (alkohol tłuszczowy, więc nie wysusza, a nawet posiada pośrednie działanie nawilżające, przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę), Cera Alba (Beeswax) (wosk pszczeli, emulgator, pośrednie działanie nawilżające, przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę, nadaje połysk, wykazuje działanie regenerujące), Polyethylene (polietylen, wpływa na konsystencję, powoduje wzrost lepkości fazy olejowej preparatu, substancja stosowana jako ścierniwo, ogranicza nadmierną utratę wody z powierzchni, dzięki czemu kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza naskórek), PEG-20 Glyceryl Isostearate (substancja myjąca - usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów), Orbignya Oleifera Seed Oil (Olej z Nasion Palm Orbignya Oleifera , orzechów babassu), Pistacia (Pistachio) Vera Seed Oil (Olej z nasion pistacji), Passiflora incarnata Seed Oil (olej z męczennicy cielistej), Tocopheryl Acetate (substancja o działaniu antyoksydacyjnym - przeciwutleniającym, hamuje procesy starzenia się skóry wywołane np. promieniowaniem UV lub dymem papierosowym), Caprylic/Capric Triglyceride (emolient tzw. tłusty, zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni, przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę), Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate (składnik kompozycji zapachowych), Butylphenyl Methylpropional (składnik kompozycji zapachowych), Hexyl Cinnamal (składnik kompozycji zapachowych), Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde (składnik kompozycji zapachowych), Linalool (składnik kompozycji zapachowych), CI 26100 (barwnik), CI 47000 (barwnik)

Opakowanie:


Użytkowanie: Jak się możecie domyślić ze wstępu oraz analizy składu jest to zbita, cukrowa, bardzo konkretna, bogata konsystencja. W opakowaniu jest ona raczej sucha, ale w połączeniu z mokrą skórą uwalnia swoją oleistą bazę, dzięki czemu ma lepszą przyczepność do skóry i ułatwiający użycie dobry poślizg.

Efekt: Mimo, że jest to silny "ździerak", nie doświadczyłam absolutnie żadnych podrażnień, czy zaczerwienień. Ten peeling jest silny w działaniu, ale nie robi krzywdy skórze. Daje przede wszystkim mocne złuszczenie, w efekcie też gładką, idealnie wyrównaną powierzchnię skóry, która jest odżywiona. Tak, mam hit! Po kąpieli czuć jeszcze lekkie nawilżenie, choć nie jest ono porównywalne z tym jakie da nam balsam do ciała, to skórze suchej przyniesie sporo komfortu. Produkt spłukuje się szybko i bez najmniejszych problemów.

Czy kupię ponownie: Na pewno!

Możecie mi polecić jakiś inny peeling spełniający kryteria braku parafiny i bycia "ździerakiem"? Jestem pewna, że jest ich więcej w sklepach internetowych, ale nie wiem na co się ostatecznie zdecydować, więc będę wdzięczna za Wasze wskazówki. Jaki peeling Wy lubicie i jak u Was sprawdza się parafina w składzie? Przeszkadza, czy pomaga?
8 komentarzy:
Copyright © 2014 Blond Hair Affair , Blogger