18:21

KĄPIEL ROZJAŚNIAJĄCA - STOPNIOWE ROZJAŚNIANIE BEZ ZNISZCZEŃ

...czyli droga od bardzo ciemnego brązu do platyny.


Podzielę się dziś z Wami historią mojego rozjaśniania. Cały proces miał miejsce ok. 2 lata temu i udało mi się osiągnąć platynowy kolor bez większych zniszczeń.
Moja pierwsza przygoda z rozjaśnianiem miała miejsce w klasie maturalnej. Fryzjerka wtedy odmówiła mi rozjaśnienia całości, zaproponowała pasemka. Skończyłam wtedy z ciemnobrązowymi włosami, z pasemkami we wszystkich kolorach tęczy - od bardzo jasnego blondu, poprzez musztardę, aż do rudego i pomarańczu, a ich stan był opłakany. Oczywiście po tygodniu zafarbowałam włosy z powrotem do brązu, a z kolejnym podejściem do rozjaśniania czekałam jakieś 7 lat.

Tym razem nie ufałam już fryzjerom, postanowiłam zrobić to po swojemu ;)


Z góry przepraszam za jakość zdjęć - kiedy je robiłam, nie marzyłam nawet o prowadzeniu bloga, jest to moja prywatna foto dokumentacja.

Kąpiel rozjaśniająca jest procesem wieloetapowym, a droga do idealnego blondu zajmie kilka dni, a może nawet tygodni. W trakcie procesu kolor naszych włosów nie będzie najkorzystniejszy, jednak jeśli chcemy uniknąć zniszczeń - coś za coś.

Potrzebujemy:
  • 2 lub 3 (w zależności od długości) opakowań drogeryjnego rozjaśniacza. W moim przypadku był to rozjaśniacz Multi Blond firmy Joanna, zużyłam 1,5 opakowania
  • najtańszy szampon - w moim przypadku Isana Med - Urea Shampoo
  • tania odżywka/maska - ja użyłam Isana Effektiv Kur - Oil Care
  • docelowa farba (po rozjaśnianiu uzyskamy najprawdopodobniej dość kurczakowy odcień i nałożenie farby/tonera będzie niezbędne)

Przepis: (proporcje dla krótkich włosów)
  • 1/2 proszku rozjaśniającego
  • 1/2 oksydantu
  • 2 łyżki szamponu
  • 2 -3 czubate łyżki odżywki/maski
Wszystko dokładnie mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji. Moczymy włosy (nie myjemy!), nakładamy mieszankę starając się omijać skórę głowy i dokładnie spieniamy. Stan rozjaśniania powinno się sprawdzać co ok 10 minut, ja za każdym razem trzymałam mieszankę na włosach ok 30 minut, w tym czasie kilkukrotnie ją spieniając.
Po upływie czasu należy dokładnie wypłukać włosy, umyć je szamponem z SLS/SLES i nałożyć maskę.



Najrozsądniej byłoby wykonywać jedną kąpiel tygodniowo. Wiem jednak, że ciężko chodzić z wielokolorową fryzurą, szczególnie kiedy osiąga rudawo – żółty etap. Ja zaryzykowałam i wykonałam trzy kąpiele dzień po dniu – włosy przeżyły i to nawet bez jakiś większych uszkodzeń, jedynie były trochę przesuszone. Efekt końcowy rozjaśniania był koszmarny, więc od razu, jeszcze tego samego dnia co trzeci zabieg – nałożyłam zimną farbę. Kolor wciąż był delikatnie rudawy, nazwałabym go truskawkowym blondem. Po dwóch tygodniach położyłam farbę po raz kolejny (w międzyczasie myłam włosy fioletowym szamponem) i dopiero wtedy udało mi się już osiągnąć wymarzony,  bardzo jasny chłodny blond.

Jakie są Wasze doświadczenia z rozjaśnianiem? Korzystaliście z kąpieli rozjaśniającej?

9 komentarzy:

  1. Szacunek za odwagę :D . Chyba nigdy nie podjęłabym się kilku kąpieli pod rząd. U mnie całe szczęście wystarczyła jedna plus farba. I tak się stresu najadłam, że mi włosy odpadną ;-) Szkoda, że nie znałam tego sposobu kilka lat temu, wtedy też miałam czarne włosy i chodziłam na pasemka, które spaliły włosy :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz bym się nie odważyła :)
      Wtedy miałam krótkie włosy, to i mało do stracenia ;>

      Usuń
  2. Ja się boję rozjaśniacza. W gimnazjum tak doszłam do blondu, ale w jakim stanie były włosy, to chyba łatwo sobie wyobrazić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalnego rozjasniacza też się boję, ale taki rozcienczony już nie taki straszny :)

      Usuń
  3. WOW efekt koncowy bardzo zadowalajacy. Z cieplych tonow niestety bardzo trudno przejsc do chlodnych, wyszlo fajnie :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny efekt!

    ja też nie ufam fryzjerom, ale w kwestii rozjaśniania sobie nie ufam jeszcze bardziej ;)

    myślę, że spore znaczenie ma fakt, że masz krótkie włosy, a one są odporniejsze i trudniej je zniszczyć. przy długich nie ryzykowałabym, bo końcówki mogą umrzeć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, przy obecnej długości bym się nie zdecydowała.
      Wtedy miałam krótkie i uznałam, że nic nie tracę :)

      Usuń
  5. Efekt naprawdę fajny, szkoda tylko że wymaga tyle zachodu. Dobrze, że włosy się tak nie niszczą :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Blond Hair Affair , Blogger