18:30

CAPITAVIT WCIERKA OD SKÓRY GŁOWY - RECENZJA

... czyli co Herbapol ma dla naszej skóry głowy.

O tej wcierce nie słyszy się tak często, jak o Jantarze, czy Saponics. Dlaczego? Niedoceniona czy nie warta uwagi? A może po prostu inna? Sprawdź co zdziałała dla mojej skóry głowy i czego się można po niej spodziewać.


Po ostatnich testach nieco zwątpiłam w gotowe wcierki. Wszystko za sprawą Joanna Rzepa (RECENZJA TU KLIK). Myślałam, by wrócić już do starej dobrej przyjaciółki moich włosów - kozieradki (RECENZJA TU KLIK), ale w zbiorach miałam jeszcze coś, co budziło we mnie sporą ciekawość. Capitavit nie jest popularny, tym chętniej piszę tę recenzję, bo jest kilka istotnych rzeczy, które warto o nim wiedzieć. To teraz po kolei.



Skład:
Alcohol* , Aqua (woda), Isopropyl Alcohol, Calendula Officinalis(nagietek lekarski – działa przeciwzapalnie, ściągająco, bakteriostatycznie, nawilżająco, a także przyspiesza regenerację naskórka), Acorus Calamus (tatarak zwyczajny, działa przeciwzapalnie, ściągająco, bakteriobójczo), Urtica Dioica (pokrzywa zwyczajna, hamuje łupież, łojotok i wypadanie włosów), Arctium Lappa (łopian większy, leczy wypryski, świąd skóry, zapobiega wypadaniu włosów spowodowanym łojotokiem czy łupieżem), Equisetum Arvense (skrzyp polny, działa przeciw wypadaniu włosów), Humulus Lupulus (chmiel, przeciw wypadaniu włosów, zwalcza też łupież), Linseed Acid (kwasy tłuszczowe oleju lnianego - witamina F)

*nie jest podane jaki, ale zapewne ethanol – producent zrezygnował z podawania na opakowaniu dokładnej nazwy, ale dotarłam do starszej wersji tej wcierki, gdzie zamiast Alkohol było napisane właśnie Ethanol



Opakowanie - szklana buteleczka z grubego ciemnego szkła. Moim zdaniem, takie opakowanie sprawdza się dobrze w przypadku syropu na kaszel, ale to chyba najgorsze z możliwych rozwiązań dla wcierki do włosów. Oczywiście fajnie, że szkło, fajnie, że ciemne, bo chroni preparat przed wpływem światła, ale jeśli producent chce produkować w zgodzie z naturą, co bardzo pochwalam, dobrze by było pokusić się o dodanie do produktu, jakiegoś poręcznego aplikatora do nakręcenia na szyjkę butelki, bo kiedy chodzi o użycie, to szybko pojawia się pytanie: "jak z tego korzystać?". Gwint jak u standardowej butelki na lek, to zdecydowanie nie jest praktyczne opakowanie na wcierkę do skóry głowy. Powód jest myślę oczywisty. Jeśli wylejemy ją bezpośrednio na dłonie wyląduje ona wszędzie, zanim dotrze na naszą głowę. Bezpośrednio na głowę, również odpada, bo nie wymanewrujecie tak, by wylać mniejszą ilość. Rozwiązaniem na to, było u mnie przelanie preparatu do butelki po poprzednio używanej przeze mnie wcierce - Saponics, która również ma ciemne opakowanie, tym razem jednak plastikowe, za to z bardzo poręcznym aplikatorem typu aerozol. Skoncentrowany strumień mgiełki, kilka psiknięć i szybkie nałożenie bez rozlewania - to jest to.
Konsystencja dość ciężka i bogata, jak na wcierkę, zwłaszcza jeśli przyzwyczailiście się do wodnistych Joanna Rzepa, Saponics, czy Jantar. Trzeba pilnować, żeby dobrze ją wymyć szamponem, bo inaczej może obciążyć włosy.
Zapach tego produktu to nie sorbet malinowy, ale fani woni kropli żołądkowych i leków nasercowych będą zachwyceni. Pół żartem pół serio, bo to niestety prawda. Zaraz po odkręceniu preparatu uderza w nozdrza, ale da się przetrzymać. Ja do wcierek mam jednak podejście bardziej jak do leków, niż do pielęgnacji, może dlatego, że pierwszą, którą kiedykolwiek użyłam była z zalecenia lekarza dermatologa, więc ten grzech odpuszczam.
Kolor wcierki to ciemny brunatny brąz. Nie dam sobie ręki uciąć czy przy dłuższym stosowaniu, bardzo jasnym blondynkom, nie przyciemni korony włosów, bo kiedy ja przeprowadzałam kurację, miałam dość konkretny naturalnie ciemny odrost, zatem większego wrażenia, pod tym względem na nich nie zrobiła. Można zaryzykować i obserwować, ale jeśli bardzo zależy wam na kolorze włosów, obserwujcie lub po prostu zrezygnujcie. Bardzo ciemne włosy nie powinny się obawiać dużych zmian, a za użyciem przemawiają efekty i cena, o których za chwilę.
Efekty przede wszystkim pojawiły się z czasem, a konkretniej mówiąc, te satysfakcjonujące i namacalne, dopiero kiedy produktu było już tylko na ostatnie dwa użycia. Warto jednak poczekać, zwłaszcza jeżeli czujecie potrzebę wzmocnienia cebulek, a co za tym idzie mniejszej ilości wypadających włosów. Doceniłam to jeszcze bardziej, po intensywnym rozjaśnieniu włosów, jakie zafundowałam im ostatnio, mając teraz na głowie platynowy blond. W trakcie użytkowania pojawiło się kilka nowych włosków, ale nie był to wysyp baby hair, jaki daje wspomniana już przeze mnie w tym poście kozieradka. Niemniej te obecne również wzmocnił. Nieznacznie, ale widocznie przyspieszył też ich porost.
Doceniam ją za to, że po porażce z "Rzepą" od Joanny, wreszcie ponownie mogę przeczesać włosy szczotką bez obaw, że trafi mnie szlak.


Znacie Capitavit? I jaka jest Wasza ulubiona wcierka?
P.

Inne posty, które mogą Cię zainteresować:

KOZIERADKA – WCIERKA DO SKÓRY GŁOWY + PRZEPIS NA WYWARJOANNA RZEPA KURACJA WZMACNIAJĄCA - RECENZJA I SKŁAD

3 PODUKTY ECO LAB - SKŁAD SILK HAIR OIL, NOURISHING AND MOISTURIZING HAIR MASK, NOURISHING HAIR BALM

12 komentarzy:

  1. Jakiś czas temu używałam tej wcierki z polecenia dermatologa. Jest bardzo dobra, tylko zapach jak dla mnie odrzucający:) ale czego się nie robi dla gęstych włosów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, dobrze wiedzieć, że dermatolodzy mają jakąś wiedzę o niej, bo nie jest zbyt popularna. Jej zapach to nie jest to, co nos może polubić, choć o gustach się niby nie dyskutuje :)Najlepiej myśleć o niej jako "leczniczy wspomagacz" i wybaczyć tę niedogodność.

      Usuń
  2. Nie wiedziałam o takim kosmetyku, bo chyba tak można go nazwać. Jeśli wzmacnia włosy i zmniejsza ich wypadanie. To super. Muszę poszukać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapach oraz opakowanie mogą zniechęcić do jej używania, ale jest tania i działa, a to najważniejsze. Ja wybaczyłam jej te minusy, po tym, jak zobaczyłam efekty. Ze zdjęcia widzę, że nie masz blondu, więc na pewno warto wypróbować. I daj koniecznie znać, jak wykończysz butelkę, czy dała radę zdziałać coś dla Ciebie :)

      Usuń
  3. Nie znam, ale chyba byśmy się nie polubiły - na dłuższą metę wcierki na bazie alkoholu bardzo mnie przesuszają... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, niestety z tymi wcierkami na alkoholu to jest tak, że nigdy nie wiadomo czego się spodziewać, bo wpływ na zachowanie skóry ma też reszta składników oraz konsystencja. U mnie alkohol w Joanna Rzepa spowodował straty we włosach, które odratowywałam właśnie tą wcierką. I przyznam, że wahałam się czy będzie dobrym kandydatem w niesieniu pomocy. Ciekawość wygrała i jestem zadowolona. Najlepiej obserwować i odstawiać w razie problemów.

      Usuń
  4. Mnie szlag trafia codziennie! 😂 Skuszę się,ale na kozieradkę! Chce moje baby hair :( Mimo,że ostatnio i tak przyciemniłam mój blond,wracając praktycznie do naturalnego,to i tak jest na tyle jasny,że boję się,żeby po tej wcierce nie zmienił mi się kolor odrostu. Wiesz,że masz świetnego bloga? :P
    Ściskam, www.dystyngowanapanna.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo się cieszę, że znalazłaś coś z czego skorzystasz :) kozieradka jest hitem. Same powracamy do niej regularnie, bo nigdy nie zawodzi, a cena... żeby wszystko tyle kosztowało. Również chętnie Cię odwiedzamy. Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaciekawiłaś mnie tą wcierką :) Ja po Jantarze miałam jakieś dziwne uczulenie ;<

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety mi Jantar też kompletnie nie służył, a na dodatek wzmogl wypadanie :/
    G.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawy kosmetyk.Nie znałam go wcześniej. Dziwi mnie, że jest na bazie alkoholu. Na dłużej może wysuszać skórę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, może... Jednak alkohol we wcierkach pomaga transportować wszystkie substancje aktywne w głąb skóry oraz konserwuje ją. Ważne jest, aby podczas kuracji dbać o skórę głowy, nawilżać i natłuszczać ją oraz regularnie peelingować :)

      Usuń

Copyright © 2014 Blond Hair Affair , Blogger